"Z tamtej strony Sudetów" - relacja Jarka Rubina z 1986 r.

informacje, wrażenia, relacje etc. {Każdy nowy temat proszę zaczynać od daty w formacie yyyy.mm.dd}

"Z tamtej strony Sudetów" - relacja Jarka Rubina z 1986 r.

Postautor: KrzysiekJ » 12 gru 2021, 21:19

Chyba z dziesięć lat temu wrzuciłem na forum SKPS relację z naszego przejścia czeskich Sudetów z lata 1986 r. Tekst nie był mój, lecz zacytowane "słowo w słowo" dwa opublikowane sprawozdania z tego przejścia autorstwa kierownika całego przedsięwzięcia - Michała Tomczaka. Michał zamieścił swoje teksty na łamach PTTK-owskiego miesięcznika "Gościniec" oraz w naszym kołowym "Karkonoszu". W zamieszczonej na naszym SKPS-owskim forum relacji dałem od siebie trochę reprodukcji swoich zdjęć z tego przejścia z moimi podpisami.

Kilka lat później nasze forum padło. W wirtualny niebyt trafiły też te michałowe relacje.

Odtwarzać tamtych wpisów specjalnie mi się nie chce, ale zrobię jeden wyjątek.

Otóż literackim plonem przejścia z 1986 r. były nie tylko artykuły Michała, lecz także rozpisane aż na 11 odcinków krótkie teksty Jarka Rubina, oczywiście też uczestniczącego w przejściu. Swoje wrażenia z trwającej przeszło miesiąc wędrówki opublikował na łamach wrocławskiej popołudniówki, nieistniejącej już gazety "Wieczór Wrocławia". Wycinałem sobie te artykuliki Jarka, schowałem do jakiejś papierowej teczki, przez lata byłem przekonany, że gdzieś mi ostatecznie zaginęły (przeżyły wszak dwie przeprowadzki), aż tu nagle - w maju 2016 r. roku odnalazłem je. Sądzę, że warto spojrzenie Jarka przybliżyć. Jest ono trochę inne od przytoczonych już przeze mnie wcześniej dwóch tekstów Michała Tomczaka. Czytelnik gazety popołudniowej jest wszak "odrobinę inny" niż odbiorca PTTK-owskiego "Gościńca" czy też SKPS-owskiego "Karkonosza".

Tekst Jarka przygotowywałem też pod kątem opublikowania go na naszym SKPS-owskim forum. Siedziałem nad tym w lecie 2017 r., jednak pomysłu nie tylko nie doprowadziłem do końca, lecz nawet nie wprowadziłem na forum pierwszych jarkowych akapitów. Powód był prosty - tekst ten stanowił kontynuację opracowań Michała Tomczaka, a ponieważ cały dotychczasowy wątek zniknął z forum, to nie widziałem sensu jego kontynuowania.

Dopiero po przeprowadzonej półtora tygodnia temu (na początku grudnia 2021 r.) rozmowie z Tomkiem Dudziakiem, postanowiłem powrócić do rozgrzebanego pliku z relacją Jarka Rubina. Zamieszczam teksty wszystkich jedenastu odcinków. Ponieważ "Wieczór Wrocławia" nie miał (lub nie używał) czcionek z czeskimi znakami diakrytycznymi, wszystkie czeskie zgłoski są spolszczone - nie zmieniałem ich.

Pod tekstami kilku pierwszych odcinków wspomnień Jarka Rubina zamieściłem kilka moich fotografii (skanów przeźroczy) z tego przejścia. Umieściłem je pod poszczególnymi odcinkami relacji Jarka. Są to reprodukcje przeźroczy (slajdów) wschodnioniemieckiej firmy ORWO. Ich jakość jest jaka jest, ale to były wówczas najlepsze filmy fotograficzne dostępne na naszym socjalistycznym rynku. Tam, gdzie można było, jako podpisy pod fotografie wykorzystałem cytaty z tekstu Jarka (zaznaczyłem je kursywą), pod niektórymi podpisy są moje. Od któregoś tam momentu (wejście w rejon Terplicko-Adrszpachskich Skał) przestałem uzupełniać relację Jarka zdjęciami - powód j.w. A poza tym ktoś mnie uświadomił, że w dobie facebooka relacje na forach górskich są zupełnie bez sensu.

Ale dość tych dywagacji...



Jarosław Rubin

Z tamtej strony Sudetów

1. Startujemy z Horni Poustevna

"Projekt przejścia dojrzewał podczas mego pobytu w wojsku" - powiedział MICHAŁ TOMCZAK, pomysłodawca i kierownik wyprawy Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich, po powrocie do kraju. Cofnijmy się jednak do 24 sierpnia br. [tj. 1986 r.]

Kilka minut po północy w hallu Dworca Głównego PKP we Wrocławiu można było zauważyć 8-osobową grupę turystów, z ogromnymi, wyładowanymi ponad miarę plecakami. Byli to członkowie wyprawy, która za cel postawiła sobie pierwsze przejście Sudetów czeskich w całości. Michał Tomczak, kierownik grupy oraz Krzysztof Jaworski, Marek Lewy, Zbigniew Osiński, Jacek Pawłowski, Jarosław Rubin, Włodzimierz Szczęsny i Małgorzata Tomczak.

Nie będę ukrywał, że trochę radości dostarczył mi fakt posiadania najlżejszego i najmniejszego plecaka. To zresztą miało się przydać później. Na razie czekała nas podróż do Horni Poustevna, odległej od Wrocławia około 200 km w linii prostej. Zajęła nam ona... 33 godziny, z noclegiem po drodze. Tyle trzeba na sforsowanie granicy i dojazd koleją. 24 sierpnia wieczorem, po pięciu przesiadkach, dojechaliśmy do Szluknova, gdzie rozbiliśmy obóz. Stamtąd rannym pociągiem - do Horni Poustevna. 25 sierpnia o godzinie 10 stanęliśmy na starcie. Kilka pamiątkowych fotografii i w drogę.

Przed nami Pogórze Łużyckie. Wchodzimy na najwyższy szczyt - Hrazeny (608 m n.p.m.). Potem na typową dla tych terenów Vlczi Horę - bazaltowy szczyt z wieżą widokową. Wieże widokowe napotykaliśmy podczas całej wędrówki. Cieszyły się naszym zainteresowaniem. Michał przygotowuje nawet opracowanie dotyczące takich konstrukcji w Sudetach. Mijamy wioski i osiedla z piękną drewnianą zabudową. Schodzimy do Krasnej Lipy w poszukiwaniu noclegu. Nie ma.

Idziemy więc jeszcze kilka kilometrów asfaltem - mała droga przez mękę po ponad 30-kilometrowym marszu. Pierwszy nocleg na trasie. Rozbijamy namioty na boisku w Rybniszte.

Obrazek

"Stamtąd [t.j. ze Šluknova] rannym pociągiem - do Horni Poustevna."

Obrazek

Oczekiwanie w Šluknovie na ostatni już pociąg.

Obrazek

"25 sierpnia o godzinie 10 stanęliśmy na starcie. Kilka pamiątkowych fotografii i w drogę."

Obrazek

"Przed nami Pogórze Łużyckie." Podejście pod pierwszą górę na naszej trasie - Ječný vrch (502).

Obrazek

Pierwsza nieco większa wioska na naszej trasie - Velký Šenov. Typowe łużyckie budownictwo, tzw. przysłupowe. Takie chałupy spotykać będziemy przez przeszło tydzień trwania naszej wędrówki.

Obrazek

Velký Šenov. Kościół Św. Bartłomieja i rzeźba św. Jana Nepomucena.

Obrazek

Velký Šenov. Marek przed chatą łużycką.

Obrazek

Nasze plecaki wzbudzały dość duże zainteresowanie mieszkańców górnołużyckich wiosek - tutaj w Velkým Šenové.

Obrazek

"Wchodzimy na najwyższy szczyt - Hrazeny (608 m n.p.m.)."


Obrazek

Odpoczynek pod wierzchołkiem Hrazeny.

Obrazek

Widok z południowych zboczy Hrazeny na ramię Vlči hory (581 m n.p.m.) i prawdopodobnie Studenec (736 m n.p.m.).

Obrazek

"Potem na typową dla tych terenów Vlczi Horę - bazaltowy szczyt z wieżą widokową."
Przed Vlčí horou wieś Brtníky. Na dalszym planie regularny kopiec Studenec (736 m n.p.m.), leżący w Górach Łużyckich (dziś nie jestem w 100% pewny, czy dobrze rozpoznaję ten szczyt).

Obrazek

Wieża widokowa na Vlči hore. "Wieże widokowe napotykaliśmy podczas całej wędrówki."

Obrazek

"Schodzimy do Krasnej Lipy w poszukiwaniu noclegu."

Obrazek

Pomnik mieszkańców Krasnej Lipy poległych w I wojnie światowej.

c.d.n.

2. Od Rybniszte do Harrachova

26 sierpnia. Jesteśmy w Rybniszte. To już Góry Łużyckie. Zwijamy namioty i w drogę. Po kilku kilometrach - Jedlova z podupadłą kamienną wieżą widokową na szczycie. Stąd - do malowniczych ruin zamku Tolsztejn. Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu. Musimy się trzymać harmonogramu. Przed nami Ledova Jaskinia, jedyna w swoim rodzaju w Sudetach. Jest koniec sierpnia, a w jaskini chodniki pokryte lodem. Wzdłuż szlaku prowadzącego przez las ciągną się bunkry budowane w latach międzywojennych. Stanowiły one część potężnego pasa czeskich umocnień granicznych. Nocujemy w lesie na zboczach Hvozdu.

27 sierpnia. Pada. Taka pogoda będzie nam towarzyszyć przez wiele dni. Rezygnujemy z wejścia na Hvozd, leżący na granicy czechosłowacko - NRD-owskiej. Idziemy do Liberca. Po drodze - szczątki zamków Stary Falkenburg, Vietro. Podziwiamy ciekawe piaskowce - formy skalne: Krasny Dul, Vrani Skaly, Hrzebienie.

Rozdzielamy się na dwie grupy, aby lepiej poznać pasmo Jesztedu. Jedna - mijając ruiny zamku Hamrsztejn idzie prosto na camping. Druga - zalicza najbardziej na zachód wysunięty tysięcznik w Sudetach - Jeszted (1012 m n.p.m.) Na jego szczycie znajduje się nowoczesna wieża przekaźnikowa. Ze znajdujących się tam platform widokowych rozpościera się jedna z najrozleglejszych panoram w Czechosłowacji. Po bezskutecznych próbach zanocowania w schroniskach pod Jesztedem, nocą dociera do Liberca. W Libercu - pierwszy, jakże potrzebny dzień wypoczynku.
Liberec leży w obrębie Bramy Łużyckiej, która w literaturze polskiej jest uznawana za początek Sudetów. W źródłach czeskich panuje pogląd, że Góry Łużyckie oraz ich pogórze też należą do Sudetów Zachodnich. Będąc zwolennikami tego drugiego poglądu, trasę rozpoczęliśmy w Horni Poustevna, właśnie na Pogórzu Łużyckim, w najbardziej wysuniętym na zachód punkcie wypadowym w Sudety Czeskie.

29 sierpnia. Przed nami kolejne pasmo - Góry Izerskie. Czwarty dzień marszu, czwarty mezoregion, czwarta mapa. Znów dzielimy się na grupy. Pierwsza wyrusza na główny grzbiet. Po długiej wędrówce zaskakuje ich burza gradowa. Decydują się na nocleg pod osłoniętą z trzech stron wiatą. Jeszcze gorący posiłek przed snem i... do śpiworów. Właściciele "puchów" mogą spać spokojnie. Pozostali ubierają na siebie wszystkie rzeczy i czekają świtu. Następnego dnia [ 30 sierpnia ] wchodzą na Jizerę (1122 m n.p.m.) - najwyższy szczyt czeskich Gór Izerskich. Stamtąd, doliną Izery - do Harrachova. Na szczytach umieszczone są puszki z książkami wejść, do których mogą wpisywać się turyści.

Druga grupa poluje w tym czasie na wieże widokowe. W tym rejonie postawiono ich wyjątkowo dużo i to dosyć dawno temu. Wiek najmłodszych sięga 80 lat. Mimo sędziwego wieku w większości trzymają się jeszcze krzepko i służą turystom. Wchodzimy na Kralovkę, Slovankę, Bramberk. Nocą dochodzimy do Albrechtic w Jizerskich Horach. Miejsc w hotelu nie ma. Na szczęście spotykamy grupę rodaków, którzy proponują nam nocleg w swoich pokojach. Wstajemy o 5 rano. O 6 wychodzimy z hotelu (rekord), a o 7 jesteśmy już na Tanvaldzkim Szpiczaku - oczywiście z wieżą. Następny "wieżowiec" na drodze to Hvezda. W schronisku dopytujemy się o losy bohaterów "Powrotu do Edenu" i pędzimy do Harrachova podzielić się wiadomościami z resztą grupy.

2. dzień przejścia (26. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

"Zwijamy namioty i w drogę." Marek - wzorcowy turysta i przewodnik na boisku sportowym w Rybnište.

Obrazek

"Po kilku kilometrach - Jedlova...". Na razie podnóże Jedlovej (774 m n.p.m.) i pierwszy odpoczynek w tym dniu.

Obrazek

"Jedlova z podupadłą kamienną wieżą widokową na szczycie."


Obrazek

Kompleks przedwojennych pensjonatów pod szczytem Jedlovej

Obrazek

"Stąd [czyli z Jedlovej] do malowniczych ruin zamku Tolsztejn."


Obrazek

Jedlova widziana z ruin zamku Tolštejn.

Obrazek

"Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu." Zamek Tolštejn.


Obrazek

J.w., czyli "Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu.", ale fotkę na zamku można sobie zrobić. Zbyszek i Jacek.

Obrazek

"Wzdłuż szlaku prowadzącego przez las ciągną się bunkry budowane w latach międzywojennych."


Obrazek

"Nocujemy w lesie na zboczach Hvozdu."


3. dzień przejścia (27. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Dylemat - idziemy na szczyt Hvozdu, czy odpuszczamy sobie. Pada deszcz - rezygnujemy!

Obrazek

Drugie śniadanie pod wiejskim sklepikiem w Petrovicach.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

"Podziwiamy ciekawe piaskowce - formy skalne: Krasny Dul, Vrani Skaly, Hrzebienie."


Obrazek

Odpoczynek na Hřebeny (550 m n.p.m.)


Obrazek

Hřebeny (550 m n.p.m.) - widok na północ, w stronę Żytawy i Bogatyni.


Obrazek

Na Jitravském sedlu (424 m n.p.m.). W tym miejscu rozdzieliliśmy się na dwie grupy.

Obrazek

Widok z Jitravskeho sedla na południe.


Obrazek

Widok z zachodniej części Pasma Ještedu na południowy zachód, w kierunku Średniogórza Czeskiego.


Obrazek

W drodze na Ješted. Svatý Kryštof (590 m n.p.m.)


Obrazek

Widok na Ješted od strony zachodniej.


Obrazek

Już niedługo...

Obrazek

Nareszcie!


Obrazek

"Ze znajdujących się tam platform widokowych rozpościera się jedna z najrozleglejszych panoram w Czechosłowacji."

4. dzień przejścia (28. 08. 1986 r.) - dzień spędzony w Libercu. Brak zdjęć.

5. dzień przejścia (29. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Po dniu spędzonym na leniuchowaniu humory dopisują. Głupawka ze skórkami od owoców cytrusowych w roli głównej. Wtedy w Polsce cytryny i pomarańcze można było dostać w sklepie od "wielkiego dzwonu" (czyt. w okresie przedświątecznym), a w Czechosłowacji - każdego dnia w każdym wiejskim sklepie!!!

Obrazek

W Górach Izerskich - za chwilę deszcz zamieni się w białe gradowe piekło


Obrazek

Kilka minut przed burzą gradową


Obrazek

Już po burzy. A ta wiata to miejsce naszego noclegu.


6. dzień przejścia (30. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Na skałach Ptačí kupy (1013 m n.p.m.)


Obrazek

Przed sekundą było jeszcze trochę słońca


Obrazek

J.w.


Obrazek

Čertův odpočinek pod Černou horou (1085 m n.p.m.)

Obrazek

"Na szczytach umieszczone są puszki z książkami wejść, do których mogą wpisywać się turyści."


Obrazek

Schronisko Smědava między górą Jizerą a osadą Jizerka. Spotkaliśmy tam naszych wrocławskich studentów (w tym moich kolegów z archeologii), pracujących przy pracach leśnych.

Obrazek

Klęska ekologiczna w czeskich Górach Izerskich.


Obrazek

Widok na osadę Jizerka z podnóża góry Bukovec.

c.d.n.

3. Mgła nad Karkonoszami

Żegnamy Góry Izerskie, które sprawiają przygnębiające wrażenie. Partie szczytowe pokrywają wyłącznie uschnięte drzewa, które wycina się w tempie nie mniejszym niż u nas. Klęska ekologiczna przyjmuje coraz groźniejsze kształty. Dodatkowo irytuje gęsta sieć dróg asfaltowych, które wciskają się w każdy niemal zakątek gór.

31 sierpnia. Wkraczamy w Karkonosze. Przed nami Śląski Grzbiet. Zasadnicza grupa pokonuje trasę: Harrachov - Mumlavske Vodopady - Labska Louka - źródła Łaby - Nad Śnieżnymi Kotłami - Martinovka - Szpindlerowy Młyn. Inni zahaczają nawet o Petrovkę.
Dzień bez historii, przez większą jego część mgła ograniczała widoczność do kilku metrów.

1 września. Znów dzień przerwy, ale nie dla wszystkich. Michał ambitnie zalicza Śnieżkę (1602 m n.p.m.), najwyższy szczyt Sudetów. Chwilami mgła podnosiła się i odsłaniała wspaniałe widoki. Droga na szczyt wiodła zboczami Kozich Grzbietów, powrotna zaś - doliną Białej Łaby.

2 września. Pogoda bez zmian. W nocy bardzo zimno. Rankiem wyruszamy w kierunku Czarnej Góry (1299 m n.p.m.). Najpierw zielonym szlakiem idziemy przez Svaty Peter, Dlouhy Dul, a następnie czeka nas długie i dość męczące podejście na Vyrovkę (1356 m n.p.m.). Potem dalej grzbietem, aby do jakiegoś schroniska. Znalezienie noclegu nie było łatwe. Zaznaczone na mapie obiekty okazały się po prostu domami wczasowymi ROH (czeski odpowiednik FWP) lub były zamknięte... z powodu urlopu. Dopiero za szczytem Czarnej Góry prawie w padamy - we mgle - na Sokolską Boudę. Hotel niezbyt tani, ale czynny i w przeciwieństwie do innych przyjmujący niezapowiedzianych turystów indywidualnych. Następnego dnia, 3 września, z wysokości ok. 1300 m n.p.m. w szybkim tempie "spadamy" do Jańskich Łaźni. Stamtąd idziemy w teren mniej popularny wśród turystów - Rychory - malownicze przedłużenie Grzbietu Lasockiego. Rzadko spotyka się ludzi, brak asfaltu, niezniszczone lasy. Piękne pożegnanie z Karkonoszami i całymi Sudetami Zachodnimi.

7. dzień przejścia (31. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

https://lh5.googleusercontent.com/-1OXIQT1Ghxk/WH1DhV491QI/AAAAAAAAtds/YcmFhbQQKTgtD5x6aWv8xbram5Q7LUMawCL0B/w883-h583-no/PrzejscieSudetow1986-064b.jpg

Obrazek

Wejście w Karkonosze i i dziesięciometrowej wysokości Mumlavský vodopád na rzece Mumlawie. Coś tam przez mgłę mimo wszystko zobaczyliśmy

Obrazek

Przy źródłach Łaby nawet nie wyciągaliśmy z plecaków aparatów. Coś nam z mgły wydobyło się pół godziny później. I była to Labska bouda - dziś już swoim wyglądem nie szokuje, ale wtedy, zaledwie 10 lat po wybudowaniu (a ściślej odbudowie), jej nowoczesna bryła wywoływała różne emocje.

Obrazek

Z Labskej boudy schodziliśmy do Szpindlerowego Młyna nie najkrótszą trasą, lecz podeszliśmy nieco wyżej, pod grzbiet główny Karkonoszy, w stronę Martinovki, i dopiero stamtąd zeszliśmy na południe.

Obrazek

Martinova bouda, czyli popularna Martinovka we rozpraszającej się mgle.

Obrazek

Piwa się nie napiliśmy - zamknięte!


8. dzień przejścia (1. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Dzień odpoczynku we mgle i deszczu - łażenie po Szpindlerowym Młynie i pobliskim Vrchlabi

Obrazek

Na polu campingowym w Szpindlerowym Młynie. Zdjęcie zupełnie nieudane, ale mimo wszystko pokazuje, jaką frajdą w tamtych czasach, gdy w Polsce nawet parówki były na kartki, było narzucić na siebie "wieniec" z kiełbasy!!!


Obrazek

Dla mnie [KJ] zdjęcie niespodzianka - zupełnie nie kojarzę tych czerwonych kurtek. Nosiłem ją wtedy chyba pierwszy i ostatni raz w życiu. Możliwe, że pozyskaliśmy jakiegoś sponsora naszej wyprawy, który nam takie czerwone umundurowanie zafundował?!

Obrazek

Spacer po Vrchlabi

Obrazek

W centrum Vrchlabi


9. dzień przejścia (2. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Ani jednego zdjęcia - deszcz, zimno, mgła!!!

10. dzień przejścia (3. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Tylko jedna (!!!) fotografia.

Obrazek

"Rychory - malownicze przedłużenie Grzbietu Lasockiego. Rzadko spotyka się ludzi, brak asfaltu, niezniszczone lasy. Piękne pożegnanie z Karkonoszami i całymi Sudetami Zachodnimi." Stąd zeszliśmy na noc do Žacléřa - nocleg znaleźliśmy w hotelu robotniczym miejscowej kopalni węgla kamiennego.

c.d.n.

4. Skalne miasta

4 września. Po nocy spędzonej w korytarzu hotelu robotniczego w Zaclerzu decydujemy się na krótki wypad w Góry Krucze. Po czeskiej stronie noszą nazwę Vranich Hor. Wchodzimy na najwyższy ich szczyt Kralovecki Szpiczak (881 m n.p.m.). W południe poprawia się pogoda. Przestaje siąpić deszcz. Chowamy... parasole i wchodzimy w następne pasmo - w Jestrzebi Hory. Pod wieczór docieramy do osady Paseka, gdzie zgodnie z mapą powinny być dwa schroniska. Były. Zamknięte... po sezonie. Nocujemy na werandzie jednego ze schronisk. Przed snem - krótka wycieczka na pobliski szczyt Żaltman z metalową wieżą widokową, z której rozciągał się widok na całą okolicę.

5 września. Szybko przerzucamy się na camping w Teplicach Skaly. Zostawiamy plecaki i "na lekko" udajemy się do Teplickiego Skalni Mesta.

Teplickie i Adrszpaskie Skały - to jedna z największych atrakcji turystycznych, nie tylko Sudetów czeskich, ale i całej Czechosłowacji. Jest to zespół piaskowcowych form skalnych będących odpowiednikiem Błędnych Skał, tylko że w większej skali zarówno co do wysokości, jak i obszaru.

Teplickie Skalne Miasto to blisko 70 utworów skalnych z najsłynniejszymi: Golemem, Małym i Wielkim Rynkiem, Niedźwiedziem Polarnym, Żabą na Jeżu i Skalną Koroną. Cały czas robimy zdjęcia. Uwieczniamy na kliszach ciekawy krajobraz, ściany obwieszone "horolezcami". Horolezcy - wspinacze, to temat nierozłącznie związany z tymi skałami. Setki z nich chodzą ze sprzętem, szukając dla siebie dróg skalnych. Niektóre ściany atakuje kilka zespołów. Liczba wspinaczy zwiększyła się na pewno ze względu na organizowany, jak co roku o tej porze, Międzynarodowy Festiwal Filmów Wspinaczkowych w Teplicach nad Metują.

Następnego dnia (6 września) idziemy do Adrszpaskiego Skalni Mesta podziwiać Kochanków, Starostę i Starościnę, Głowę Cukru i całe mnóstwo innych fantastycznie uformowanych przez naturę piaskowcowych rzeźb. Jeszcze wodospad, przejażdżka łodzią po jeziorze, ruiny zamku Adrszpach i pełni wrażeń wracamy przez Vlczi Rokle do campingu. Warto wspomnieć o polskich śladach w tych skałach. Na ścianach można wyłowić spośród wielu napisów polskie nazwiska, świadczące o pobycie naszych rodaków w skalnych miastach już w XVIII wieku.

11. dzień przejścia (4. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Z Zacleřa przeskoczyliśmy do Bernartic krótkim zielonym szlakiem. W wiosce Marek przypilnował naszych plecaków (wybrał bezpieczne miejsce pod centrum agitacyjnym partii i związków zawodowych), a cała reszta...

Obrazek

... a cała reszta wyskoczyła na lekko na najwyższy szczyt Gór Kruczych (Vranich hor) - Kralovecký Spičak (881 m n.p.m.). Zdjęcie z podejścia na szczyt.

I tu sobie dałem w lecie 2017 r. spokój ze wstawianiem fotografii [KJ]

c.d.n.

5. Ten odcinek - dotyczący Broumovskich Ścian i okolic Nachodu, gdzieś mi się zawieruszył - jak znajdę, to uzupełnię [KJ]

6. W Orlickich Horach

11 września. Opuszczamy Nachod. Przed nami pogórze oraz Góry Orlickie. Ruszamy piękną przełomową doliną Oleszenki do Oleśnicy w Orlickich Horach. Stąd prowadzi droga na Vrchmezi. Vrchmezi to czeska nazwa Orlicy (1084 m n.p.m.), najwyższego szczytu polskiej części Gór Orlickich. Szczyt dostępny jest tylko z czeskiej strony. Korzystamy więc z nadarzającej się okazji i wchodzimy. Znajduje się tu stacja ścieżki dydaktycznej, dotycząca historii polsko-czeskiego sporu o Ziemię Kłodzką. Dalej idziemy przez rezerwat starego lasu bukowego Bukaczka do schroniska na Szerlichu. Tam znana już sytuacja - miejsc nie ma. Schronisko jest zajęte przez uczniów tzw. "Szkoły w przyrodzie". Dzieci uczestniczą w zajęciach szkolnych, chodzą na wycieczki krajoznawcze, obcują z przyrodą, w schronisku uczą się, jedzą i śpią.

Siadamy na ławce przed schroniskiem. Czas oczekiwania na resztę grupy skracamy sobie śpiewając przy gitarze. Po godzinie wychowawczyni ze "Szkoły w przyrodzie" proponuje nam urządzenie wieczorku piosenki turystycznej dla czeskich dzieci. Godzimy się, tym chętniej, że zapada już zmrok, robi się zimno. W dużej świetlicy zebrali się opiekunowie i dzieci, a my przez ponad godzinę "koncertowaliśmy" przy dużym aplauzie słuchaczy. Piosenka łagodzi obyczaje... Kierowniczka schroniska zaproponowała nam nocleg na podłodze w sali telewizyjnej. Zbyszek, nasz gitarzysta nie przypuszczał, że jego talent przyda się w takiej sytuacji.

Następnego dnia wędrujemy grzbietem Gór Orlickich na Velką Destnę (1115 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Gór Orlickich i całych Sudetów Środkowych. Jeszcze kilka lat temu szczyt porastał gęsty świerkowy las i chcąc obejrzeć okolicę trzeba było wchodzić na wysoką, drewnianą wieżę widokową. Dzisiaj nie ma już takiej potrzeby, ponieważ prawie cała okolica pozbawiona jest drzew, a wieża już także chyli się ku upadkowi... Góry Orlickie podobnie jak Góry Izerskie są bardzo zdewastowane: straszą martwe drzewa, asfalt, wyręby.

Dochodzimy do Komarzigo Vrchu (992 m n.p.m.). Na jego szczycie stoi ciekawy, dwupoziomowy bunkier, nie wykorzystany jak setki innych wskutek kapitulacji Czech w 1938 r. Na jego ścianie czyjaś ręka wypisała białą farbą słowa: "Jesteś trochę smutną pamiątką dawnej świetności Czech" (wolne tłumaczenie).

Z Anenskiego Vrchu schodzimy do Rokytnic v Orlickich Horach. Nie dziwi już ani nie denerwuje brak miejsc w hotelu. Idziemy na pobliskie nieczynne kąpielisko i kładziemy się na deskach przed przebieralniami. Plecaki w jedno miejsce, buty pod głowę lub przywiązane do ręki i... można spać. Daszek nad pomostem przydał się w nocy, bo znów zaczął lać nasz stary przyjaciel - deszcz.

7. Jagody, jelenie i słoń

13 września. Wyruszamy z Rokytnic w Orlickich Horach. Przez Żamberskie Lasy zmierzamy do schroniska turystycznego Czichak. Dobrze, że nie przewidywaliśmy tu noclegu; obiekt był nieczynny... z powodu urlopu (w sierpniu i wrześniu!). Od schroniska przełomową doliną Dzikiej Orlicy schodzimy do Pastvin. Tam nad jeziorem znajduje się camping. Wreszcie dobrze odpoczniemy. Lokujemy się w dwóch domkach, bierzemy gorący prysznic i zadowoleni zasypiamy.

Rano przechodzimy przez zaporę na drugą stronę jeziora. Przekraczamy linię kolejową, którą wjechaliśmy do Czechosłowacji, zamykając w ten sposób pierwszą pętlę trasy. Drugą zamkniemy dopiero po powrocie do Wrocławia. Uciążliwą drogą wchodzimy na Suchy Vrch (995 m n.p.m.). Na szczycie stoi luksusowa restauracja oraz okazała wieża widokowa. Wieża - niestety - w remoncie. Po obfitym i drogim posiłku schodzimy do Kralików. Zmęczeni zrzucamy plecaki na ławki w Rynku i szukamy noclegu. Hotele przepełnione. Nie ma miejsca na rozbicie namiotów. Czas ucieka. Jest już godzina 20. Zdesperowani wysyłamy dwie delegacje: na posterunek milicji i na plebanię. Milicja udziela nam pociechy duchowej i daje "atrakcyjną" propozycję noclegu w odległym o 3 kilometry bunkrze. Byliśmy zbyt zmęczeni, by skorzystać z tej rady. Ksiądz oddaje nam do dyspozycji pokój gościnny, w którym, nie ukrywając zadowolenia, kładziemy się na podłodze.

15 września. O 7 idziemy na mszę i do zakrystii. Nasza piątka stanowi połowę obecnych. Ksiądz zaprosił nas na śniadanie, a następnie oprowadził po kościele, którego wnętrza robią wrażenie. Żegnamy gościnnego gospodarza i doliną Morawy, należącą już do Sudetów Wschodnich zmierzamy w kierunku Śnieżnika. Dolina zadziwia swoimi rozmiarami i niepospolitą urodą. Ma rzadko spotykany w Sudetach profil U-kształtny, to pozostałość okresu lodowcowego. Wzdłuż całego przebiegu otaczają ja strome zbocza, a amfiteatralne zamknięcie pod szczytem Śnieżnika stromizną i kształtem przypomina polodowcowe kary Karkonoszy. 200 metrów poniżej szczytu znajduje się Śnieżna Chata. Chcemy tu zanocować. Nie znaleźliśmy klucza więc wciskamy się wszyscy do stojącej obok drewutni. Przez całą noc dochodziły nas odgłosy lasu, uświadamiając, że rozpoczął się okres jelenich godów.

16 września. Wchodzimy na Śnieżnik. Jest mgła, widoczność znacznie ograniczona. Pod szczytem pijemy wodę ze źródeł Morawy oraz podziwiamy najwyższe miejsce występowania słonia w Sudetach - rzeźbę ustawioną przy ruinach czeskiego schroniska. Ruszamy na jedno z ramion Masywu Śnieżnika - Suszinę. Po drodze mnóstwo jagód, a wokół jelenie na rykowisku. Doliną Chrastickiego Potoku, przez zwalone drzewa, uważając na na śliskie kamienie przedarliśmy się do Chrastic. Kąpiel w potoku i kolacja "pod gruszą" zakończyły kolejny dzień wyprawy SKPS do Wrocławia.

8. Z morza mgieł w Jesioniki

17 września. Rano docieramy do małego miasteczka - Starego Mesta pod Snieżnikiem. Stąd uciążliwe podejście doprowadza nas do schroniska Paprsek. Szlak prowadzi cały czas odkrytym grzbietem porośniętym bujna trawą. Zimą musi być tu prawdziwy raj dla narciarzy. Ze schroniska idziemy na Smrk (1124 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Rychlebskich Hor, leżący na granicy trzech historycznych krain: Moraw, Śląska i Ziemi Kłodzkiej. Schodząc ze szczytu podziwiamy wsopaniałe zjawisko - tzw. morze mgieł. Puszysta, równa powierzchnia mlecznej mgły poprzecinana jest tylko gdzieniegdzie wierzchołkami otaczających nas szczytów. Szlak prowadzi na Ramzowskie Sedlo, gdzie po raz kolejny okazuje się, że miejsc w schronisku brak... Pozostają nasze niezawodne namioty, które rozbijamy na polu biwakowym w lesie.

18 września. Ramzowskie Sedlo to przełęcz, która otworzyła przed nami Hruby Jesenik (Wysoki Jesionik). Góry te należą do najciekawszych i najpiękniejszych w Sudetach. Krajobrazowo i geologicznie przypominają Masyw Śnieżnika, z tym, że są znacznie rozleglejsze. Różnice wysokości względnej pomiędzy partią grzbietową a głęboko wciętymi malowniczymi dolinami nadają im prawdziwy wysokogórski charakter. Zachowały się całe obszary pierwotnej przyrody. Z grzbietu wznoszącego się na wielu odcinkach ponad górną granicę lasu rozciągają się słynne ze swego piękna widoki. Dodają mu uroku liczne skupiska gnejsowych skałek. Rozległe gołoborza na zboczach i okazałe wodospady w dolinach dostarczają niezapomnianych wrażeń podczas wędrówek. Ze wszystkich pasm sudeckich tylko Karkonosze mogą konkurować z Wysokim Jesionikiem, są jednak dużo bardziej zdewastowane przez człowieka. Nasza wędrówka przez te góry trwała dwa dni, ale o tym za tydzień.

9. Jesioniki w słońcu

18 września. Wyruszamy zaraz po śniadaniu. W myśl naszych założeń nie korzystamy podczas całego przejścia (Sudetów Czeskich) ze środków komunikacji. Dziś jednak robimy wyjątek. Nasze plecaki wjeżdżają wyciągiem krzesełkowym na Szerak (1351 m n.p.m.), my natomiast podchodzimy na szczyt w ciągu 2 godzin.

Pogoda taka sama jak w Karkonoszach - mgła ogranicza widoczność do kilku metrów. Dalsza trasa prowadzi przez Keprnik (1423 m n.p.m.), a następnie grzbietem Wysokiego Jesionika aż do Czerwonohorskiego Sedla (1013 m n.p.m.). Przez tę przełęcz poprowadzono ważną komunikacyjną drogę: Jesenik - Szumperk. Jest to jedyna na odcinku kilkunastu kilometrów możliwość sforsowania wysokiego wału Jesionika. Gospodarz zlokalizowanego na przełęczy schroniska odsyła nas z kwitkiem. Przyzwyczailiśmy sie juz do tego... idziemy więc dalej zabagnioną drogą do schroniska Szwycarna. Witają nas znajome słowa: "Miejsc nie ma". Dopiero zapadający zmrok, gęstniejąca mgła i coraz niższa temperatura zmiękczają serce kierownika obiektu. Pozwala nam przenocować w pustym - jak się okazało - schronisku.

19 września. We mgle wchodzimy na Pradziada (1491 m n.p.m.), najwyższy szczyt Wysokiego Jesionika i całych Moraw. Na wierzchołku stoi 162-metrowy nadajnik telewizyjny, który jest najwyższym punktem stałym w Sudetach (1653 m - wyżej niż "talerze" na Śnieżce). W bufecie, mieszczącym się na pierwszej kondygnacji nadajnika, jemy skromny posiłek. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki "mleko" za oknem rozwiewa się i odsłania panoramę otaczających Pradziada i Jesioniki szczytów i pasm górskich, jedną z najpiękniejszych w Sudetach. Na taki dzień czekaliśmy długo.

Idziemy, podziwiając wspaniale krajobrazy. Pod szczytem mijamy kamień trójgraniczny z datą - 1721 r. Wyznaczał on granicę między posiadłościami Zakonu Krzyżackiego z Bruntala, biskupów wrocławskich i rodu Żerotinów z Wielkich Losin. Schodzimy asfaltową szosą, przy której wybudowano kilka schronisk. Potem szlak wyprowadza nas na Petrove Kameny - najsłynniejsze skałki w całych Jesionikach. Po kilku minutach wchodzimy na Vysoką Holę (1464 m n.p.m.). W jej wschodnich zboczach lodowiec wyżłobił nisze niwalną Wielką Kotlinę. Wraz z Małą Kotliną, znajdującą się kilka kilometrów dalej, stanowią prawdziwe ogrody botaniczne Jesioników i całych Sudetów. Zachowało sie tu wiele unikatowych gatunków roślin. Ciekawostka są sztucznie wprowadzone przez człowieka kozice i kosodrzewina.

Jeszcze kilka godzin marszu i wyniosły grzbiet obniża się do Przełęczy Klepaczowskiej (877 m n.p.m.), południowej granicy Wysokiego Jesionika. Znajduje się tu kamienna rzeźba Skrzitka (skrzata), a obok motel o tej samej nazwie. Wieczorem dochodzimy do Starej Wsi, gdzie na skraju lasu rozbijamy namioty.

10. Przez leśne dukty i wąwozy

20 września. Ze Starej Wsi idziemy do Rymarzowa. Tam robimy niezbędne zakupy przed wyruszeniem w Niski Jesionik. Dysponujemy już tylko jedną mapą (Olomoucko), co uniemożliwia rozdzielenie się grupy. Dolina Huntavy dochodzimy do Reszovskich Vodopadów. Pośród zalesionych wzgórz Niskiego Jesionika zaskakuje nas głęboka skalista dolina rzeki i malownicze kaskady wodospadów. Po całodziennej wędrówce rozbiliśmy namioty w lesie opodal zamku Sovinec.

21 września. Zwiedzamy okazały zamek spalony w ostatnich dniach II wojny światowej. Plątanina asfaltowych dróg doprowadza nas na niemal sam szczyt Slunecznej (800 m n.p.m.) - najwyższe wzniesienie Niskiego Jesionika. Monotonne zejście do Moravskego Berounu wypełniło nam całe popołudnie. Nocowaliśmy na łące, z której roztaczał się widok na cale miasto.

22 września. Wkraczamy w Góry Odrzańskie, teren malowniczy, ale niedostępny. Nie schodzimy ze szlaku, bo jak informują nas tablice, wokół znajdują sie tereny wojskowe. Mijamy wiec Czervoną Horę i przez opuszczone wioski schodzimy do Budiszova nad Budiszovką na camping.

23 września. Idziemy nad zaporę nad Jeziorem Krużberskim. Moravica została w tym miejscu przegrodzona w pierwszych latach powojennych. O dramatycznej historii budowy zapory opowiada miejscowe muzeum. Na pobliskich skałkach niektórzy z nas próbują swoich taternickich umiejętności. Dalej szlak prowadzi zakolami Moravicy, doliną przypominającą trochę swymi fantazyjnymi "zawijasami" pieniński przełom Dunajca. Przy drodze napotykamy sztolnię po dawnej kopalni łupków. Zbyszek wchodzi do niej, ale po chwili wybiega wołając, że w środku napotkał siedzącego na stercie puszek po konserwach, żbika. Śmiejemy się z jego słów, lecz nikt z nas nie kwapi się już do zwiedzania.

Szlak jest piekielnie uciążliwy. Trawersujemy strome zbocza doliny Moravicy przypominające miejscami trudną górską perć, mimo że biegnie na wysokości 400-500 metrów. Po stromych podejściach następuje gwałtowne obniżenie terenu. Dodatkowym utrudnieniem są liczne pnie zwalonych w poprzek drogi drzew. Nad samą rzeką wita nas camping Podhradie. I tu miłe zaskoczenie, po raz pierwszy otrzymujemy miejsca w domkach bez żadnych komplikacji. Jest już po sezonie, a tu mogliśmy sie przespać, zjeść i wykąpać. Warto dodać, że od czasu, gdy weszliśmy na Morawy spotykaliśmy się z objawami sympatii ze strony mieszkańców. Wielu z nich nieźle władało językiem polskim.

24 września to drugi dzień marszu doliną Moravicy. W miejscu, gdzie rzeka zmienia kierunek prawie o 180 stopni przechodzimy na drugi brzeg. Kilkugodzinny marsz lewym brzegiem rzeki i... po niewielkiej zaporze przeciwpowodziowej wracamy na prawy brzeg. Sttąd bez szlaku, przez leśny wąwóz i pola docieramy do Leśnych Albrechtic. Mijamy Skrzipov i Hrabstvi. Błotnistą drogą dochodzimy do pionierskiego obozu "U Patra". Obok stanęły nasze namioty.

11. Zanurzyliśmy ręce w Odrze

To już naszego przejścia dzień ostatni. O 8 zwijamy namioty, opuszczamy biwak przy obozie pionierskim "U Patra". Przed nami całodzienny marsz do Ostravy. Cały czas asfaltem. Mijamy Kyjovice, dochodzimy do Zatisza. Wracamy do cywilizacji. Stąd do Ostrawy można już dojechać tramwajem. Nie daliśmy się jednak skusić. Idziemy wzdłuż torów. Nuda. Skończyły się górskie krajobrazy. Ze wzniesienia, przez które przebiega granica miasta roztacza się panorama przemysłowej Ostrawy. Pamiątkowe zdjęcie przy tablicy z napisem "Ostrava" nie kończy wyprawy. Musimy dojść do Odry, stanowiącej oś Bramy Morawskiej, która ogranicza Sudety od wschodu.

Przez Porubę, dzielnicę przypominającą Nową Hutę, kierujemy się do najbliższego mostu. To jeszcze kilka kilometrów nerwowego wypatrywania celu. Nareszcie jest! Biegniemy co sił nad wodę. Nie czujemy ciężaru plecaków. Zanurzamy ręce w Odrze. Niestety, nie możemy się wykąpać, co wcześniej zaplanowaliśmy. Odra już w tym miejscu jest cuchnącym ściekiem... Szampanem uczciliśmy zakończenie pierwszego przejścia Sudetów czeskich.

Pięć osób, członków Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich z Wrocławia, pokonało ten szlak w ciągu 32 dni. 725 kilometrów dróg, 18,5 tys. metrów podejść, 4 pary zużytych butów (wyrzuconych po drodze), prawie 20 zrzuconych kilogramów żywego ciała, to najkrótszy bilans przejścia z Horni Poustevna do Ostrawy.

Warto jeszcze wspomnieć o atmosferze wśród uczestników wyprawy. Przez większość czasu była dobra, koleżeńska, jak przystało na turystów. Pod koniec jednak wystąpiły pewne objawy syndromu "łodzi podwodnych". W końcu byliśmy razem, w tak małej grupie, w obcym kraju, przez 36 dni. Do większych nieporozumień nigdy nie doszło. Rozstaliśmy się w zgodzie.
Nasza od dawna planowana wyprawa z pewnością nie doszłaby do skutku, gdyby nie wrocławskie Biuro Turystyki Zagranicznej PTTK, które ten wyjazd zorganizowało i udzieliło nam wszechstronnej pomocy. W odróżnieniu od wielu innych biur, BTZ od lat specjalizuje się w organizowaniu turystyki kwalifikowanej.

7 stycznia 1987 roku, w Domu Studenckim "Pancernik" przy ul. Tramwajowej 2 (dojazd 2, 4, 10, 12) na cotygodniowym zebraniu SKPS o godz. 18 wyświetlone zostaną przeźrocza z całego przejścia, uzupełnione relacją uczestników. Wstęp wolny. Liczymy na niezawodne przybycie miłośników gór i turystyki.
KrzysiekJ
 
Posty: 171
Rejestracja: 22 gru 2013, 01:43

Wróć do Wyjazdy, rajdy, wyprawy... [ODBYŁO SIĘ]

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron