Sudeckie ciekawostki różne, różniste...

Sudeckie ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:47

Dziamdziak
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 8:25 pm
Temat postu: Ciekawostki różne, różniste...


Chciałbym zaproponować taki dział na Forum, w którym można by prezentować różne ciekawe, mało znane rzeczy, bez jakiegoś porządku tematycznego, bez intencji kontynuacji tematu (choć – jeśli jakaś kontynuacja się trafi, to czemu nie). Po prostu – ktoś widzi coś ciekawego i chce się tym podzielić. Oczywiście, opisy nie muszą być tak rozwlekłe, jak mój poniższy. Mam nadzieję, że powstanie z tego taki uroczy śmietniczek...
Mam tylko sugestię, by w nagłówkach wiadomości podawać wytłuszczonym drukiem jakiś tytuł w miarę jasno charakteryzujący treść i lokalizację ciekawostki, aby dało się to później szybko przeglądać (czyli żeby w tym śmietniczku był chociaż ślad porządku).

Niezwykły przystanek w Libercu
Przejeżdżający przez centrum Liberca mogą być zaskoczeni widokiem niezwykłej wiaty przystankowej, usytuowanej bardzo blisko rynku – przy wysokiej kamiennej skarpie, na ulicy Sokolskiej, na tyłach budynku teatru F. X. Šaldy (który stoi naprzeciw tylnej elewacji ratusza). Przystanek ten jest intrygującym i prowokującym dziełem sztuki, a jednocześnie pełni wszystkie przypisane mu funkcje – ma daszek, miejsca do siedzenia, kosz na śmieci... Jego autorem jest znany rzeźbiarz praski David Černý, mający opinię prowokatora i skandalisty, i zarówno wielu fanów, jak i zagorzałych krytyków (ja jestem bliżej tych pierwszych – dzieła Černego sprawiają mi sporą frajdę, co nie znaczy, że nie szokują). Także liberecka Zastávka budzi różne, skrajne opinie, choć w porównaniu z niektórymi innymi dziełami Černego jest raczej... łagodna.

Obrazek

Zastávka (czasem też „Zastávka U zdi” – przystanek Przy Murze; to nazwa tego przystanku MHD) to wykonany z brązu (sztucznie spatynowanego) stolik, nakryty serwetą, zastawiony kompozycją różnych przedmiotów, sprawiających wrażenie jakby jakieś olbrzymy przed chwilą przerwały ucztę i odeszły od stołu, pozostawiając bałagan. Są tu kufle i butelka wina, przewrócony siedmioramienny świecznik, pudełko po papierosach, dzbanek z kwiatkami. Tyle, że to ogromne, mięsożerne muchołówki. Jest też talerz... z odciętą ludzką głową, w którą wbity jest nóż i widelec. A po serwecie i po nożu chodzą jeszcze wielkie muchy; dokładniejsza obserwacja pozwala odkryć, że ich głowy chronią hełmy, podobne do hitlerowskich (kolejne owady są już na listkach muchołówki). Stolik olbrzymów tworzy dach dla oczekujących na przystanku ludzi. Pod dachem są więc krzesełka, też z brązu, wzorowane na „niemieckich XIX-wiecznych”, obok stoi kosz na śmieci – przypominający monstrualną otwartą puszkę groszku, a obok niego leży wielki papierowy talerzyk z „libereckimi parkami” z musztardą – wszystko z brązu...

Obrazek Obrazek Obrazek

W różnych tekstach – także samego autora – można przeczytać nieco o tym, „co autor miał na myśli”. Chciał wywołać u ludzi wrażenia z dzieciństwa, z czasów gdy jako dzieci chowali się pod stołem w „bezpiecznym azylu”. Chciał też, co oczywiste, z miejsca tak niesympatycznego, jak przystanek przy ruchliwej ulicy, stworzyć coś frapującego, ciekawego, zachęcającego do zatrzymania się. Wykorzystał różne detale związane jakoś z Libercem (można się doszukiwać miejscowej tradycji w kształcie mebli, w libereckich parówkach, a nawet w mięsożernych roślinach, które można oglądać w tutejszym ogrodzie botanicznym – choć w zestawieniu z odciętą głową ich wymowa jest inna). Tylko ta głowa pozostała zagadką – Černý nie chciał nic powiedzieć na jej temat, zostawiając każdemu miejsce na własną interpretację. Jednak w jednym miejscu na swojej stronie internetowej nazwał ją „głową Konrada”.
Poszedłem tym tropem – skojarzyło mi się to z Konradem Henleinem, przywódcą Niemców sudeckich (a Liberec był ich stolicą). Nie wiem, czy to właściwa interpretacja, ale może coś w tym jest...

Obrazek

Parę faktów związanych z samą instalacją (tak to się fachowo nazywa).
Projekt stworzył w 2003 r. David Černý, zrealizowano go w 2005 r. Model 1:1 i odlew wykonał Otakar Přihoda (firma Artmetal). Prace montażowe trwały od 20 VI, a 1 VII o godz. 11 nastąpiło uroczyste odsłonięcie. Inicjatorem było stowarzyszenie Spacium, ktorego celem statutowym jest umieszczanie dzieł sztuki w przestrzeni miast. Akcję finansowała firma Metrostav i Ministerstwo kultury Č.R. Dzieło kosztowało 4 012 mln. Kč (których obecnie strzegą policyjne kamery).
Wymiary Zastávki to 5 x 3 x 5,5 m, waga – 3 tony (sam widelec waży podobno ponad 20 kg).

Na zakończenie jeszcze kilka słów o autorze i innych jego dziełach. David Černý urodził się 15 XII 1967 r. w Pradze. Sławę zdobył w 1991 r. akcją „TANK” – pomalowaniem na różowo radzieckiego „czołgu-wyzwoliciela” z praskiego pomnika. Dla jednych była to manifestacja pacyfistyczna, dla innych skandaliczna profanacja... Czołg był jeszcze dwa razy przemalowywany „w obie strony”, aż usunięto go z Pragi. Kilka jego dzieł można na stałe oglądać w Pradze:
- W ogrodzie ambasady niemieckiej stoi rzeźba Quo vadis (1991) – trabant na ludzkich nogach, upamiętniający exodus Enerdowców przez Pragę na Zachód, na krótko przed upadkiem Muru (niestety, trudny do obejrzenia).
- Na wieży telewizyjnej na Žižkovie pełza w górę i w dół 10 Niemowlaków (Miminka; 1995 ?), czyniących tę zdehumanizowaną konstrukcję bardziej ludzką.
- Koło Kaplicy Betlejemskiej wisi na jednej ręce na wystającym z budynku drążku Wisielec (1997; był on zresztą parę lat temu prezentowany we Wrocławiu przy Pałacu Hatzfeldów, podczas wystawy współczesnej rzeźby czeskiej);
- W pasażu Lucerna przy pl. Wacława wisi pastisz „najświętszego” czeskiego pomnika – św. Wacława J. V. Myslbeka. W wersji Černego – ten sam Wacław, w tej samej pozie siedzi na koni z chorągwią w ręce, tyle że koń jakby martwy – z nogami do góry, a głową z wywalonym językiem do dołu... Tytuł rzeźby – po prostu Kůň (1999).
- W ogrodzie galerii Futura stoi instalacja bez tytułu (2003) – dwie 5-metrowe wypięte postacie; wchodząc po drabinach można im zajrzeć... do środka i obejrzeć krótki filmik (bliższe szczegóły na stronie autora: http://www.davidcerny.cz; tam można zobaczyć zdjęcia wszystkich wymienionych i innych prac).
- Na Małej Stranie (Hergetova cihelna) stoi poruszająca się (i widzów...) fontanna Čůrající (Piss, Siusiający; 2004) – dwóch stojących naprzeciw siebie panów siusia do basenu, w kształcie Republiki Czeskiej, poruszając nie tylko biodrami.
Kilku praskich projektów nie zrealizowano, bo zbyt były szokujące (jak „onanizujący się Tytan” na dachu Teatru Narodowego), lub głośne nazwisko autora „nie pasowało do powagi tematu” (pomnik ofiar II wojny światowej – choć wygrał konkurs!).
Liberecka Zastávka jest chyba jedynym dziełem Černego w Sudetach. Względnie blisko, pomiędzy Sudetami a Pragą, można jeszcze zobaczyć:
Soutok – połączone łóżka, symbolizujące złączenie Łaby i Wełtawy – na tarasie pałacu w Mĕlniku (1996).
„10 deka czołgu” – kawałek wystającego z ziemi różowego czołgu, przed dawnym radzieckim obszarem wojskowym w Lazniach Bohdaneč (2001; pierwotnie miał stać w Pradze na pl. Kinskich).

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:48

Dziamdziak
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 11:03 am

Sudecki ślad Járy Cimrmana
(ścieżka rowerowa w Górach Izerskich, w okolicach Tanvaldu)


„Czeski geniusz Jára Cimrman, dramaturg, wynalazca, obieżyświat, którego śladów wielu bezskutecznie poszukuje, jest nierozerwalnie związany z tą krainą, czego dowodzą niektóre sztuki teatralne, odkryte w leśniczówce pod Mariánską horą przez zespół kierowany przez doktora Svĕráka i profesora Smoljaka. Udało się stworzyć mapę kilku przystanków na trasie jego wędrówki. Pewnego dnia Jára Cimrman przyjechał pociągiem z Pojizeří... Po pewnym czasie jego ślady giną na granicy ze Śląskiem...” (z folderu ścieżki)

W 2006 r. wyznakowano 30-kilometrowy szlak rowerowy „Cyklostezka Járy Cimrmana” lub inaczej: Na kole okolo Liptákova, wiodący z Navarova w dolinie Kamenicy (miejsce pamiętne nie tylko dla Cimrmana, ale i dla mnie!), przez Bohdalovice, Tanvald, Desną, przerwaną zaporę na Bilej Desnej, Jizerkę do granicznego mostu koło Orla. Szlak prowadzi w większości mało uczęszczanymi asfaltówkami. Na trasie umieszczono 9 przystanków, dokumentujących dokonania Cimrmana w tych miejscach, prezentujących go jako budowniczego, wizjonera, pedagoga i sportowca, odkrywcę, proroka i obieżyswiata. Szlak otwarto uroczyście 10 VI. Na uroczystości wystąpił teatr im. Járy Cimrmana, szlakiem przejechali cykliści w strojach z epoki.

Obrazek z otwarcia ścieżki (ze strony: http://www.tanvald.cz)

Kim był Jára Cimrman. Ten „geniusz, który nie zasłynął” (to tytuł poświęconej mu stałej wystawy w podziemiach wieży widokowej na praskim Petřínie – świetna, polecam gorąco!, wstęp za friko, co w Pradze nieczęste...) urodził się w Wiedniu pomiędzy 1853 a 1859 r., zmarł ok. 1914 r. W samym tylko londyńskim urzędzie patentowym zgłosił 237 wynalazków. Odrzucono je natychmiast, z wyjątkiem dwóch, które odrzucono po pewnym czasie. Wynalazł m.in. strażacki rower bojowy, męski nieprzemakalny nocnik podróżny, maszynę do czyszczenia krawatów. Pracował nad wprzęgnięciem kur do rozwiązywania sznurowadeł (do których były przymocowane ziarenka pszenicy). To oczywiście tylko wybrane losowo przykłady.

Obrazek

Jedna ze 136 rekonstruowanych domniemanych podobizn Cimrmana

Wielu sceptyków twierdzi, że Cimrman nigdy nie istniał, że wymyślono go w 1966 r., kiedy powstał teatr jego imienia. To jednak oczywisty absurd – choćby na wspomnianej wystawie znajduje się wiele niepodważalnych dowodów na to, że Jára Cimrman nie tylko istniał, ale że także był jednym z największych geniuszy wszechczasów.

UWAGA: Fakt istnienia ścieżki rowerowej nie budzi kontrowersji!

Jeden z pomysłów Cimrmana:
Dla zwiększenia ruchu turystycznego w Benatkach nad Jizerou Cimrman skonstruował świetne łódki spacerowe. Ówczesny konserwatywny starosta Suchomel jednak wystąpił przeciwko jego projektowi podwyższenia poziomu Jizery stałym jazem, by tym sposobem bardzo tanio zamienić ulice w kanały, tak więc projekt upadł. Łódki kupiła później przepaść Macocha.

Więcej o Cimrmanie: http://www.cimrman.at
Więcej o ścieżce rowerowej jego imienia:
http://ihned.cz//2-18513810-b00000_detail-9a
http://www.tanvald.cz/pg.php?ID=228 (m.in. mapka)
http://www.tanvald.cz/pg.php?ID=229 (opis przystanków ścieżki)


Okładka folderu ścieżki. Na niej - jeden z licznych wynalazków Cimrmana, związanych z kolarstwem: rower małżeński, zapewniający równouprawnienie kobiet, dzięki temu że przenosi je z podrzędnego miejsca z tyłu na bok.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ostatnio zmieniony 13 sty 2014, 10:50 przez Ivo, łącznie zmieniany 1 raz
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:49

Dziamdziak
Wysłany: Pią Lut 22, 2008 11:39 pm

Brama Szeptu w Görlitz

Mało kto wie, że w obecnych Niemczech właśnie Görlitz jest miastem najbogatszym w zabytki – na listę jest tu wpisanych ok. 3600 obiektów. Miasto zawdzięcza to nie tyle dawniejszej randze, co położeniu, które ochroniło je przed alianckimi nalotami pod koniec drugiej wojny światowej (naloty miały miejsce, ale ze względu na odległość były nieliczne).
Oprócz obiektów szacownych ze względu na klasę artystyczną czy wartości historyczne, są tu także „turystyczne maskotki” – chętnie pokazywane ciekawostki, różne zabawne drobiazgi, czy wręcz zabawki. Stanowią one zresztą dla zwiedzających świetne przerywniki, a często są przez nich lepiej zapamiętywane, niż te najważniejsze zabytki.
Jedną z takich ciekawostek stanowi portal kamienicy nr 22 na Dolnym Rynku (pierzeja północna), nazywany Bramą Szeptów (także Szeptu, albo „łukiem akustycznym”).
Sama kamienica jest znacznie skromniejsza od sąsiednich budynków. Jej późnogotycki portal powstał na pocz. XVI w. (przed 1516 r.). Archiwolta ma wykrój „oślego grzbietu”, zdobią ją żabki, kwiaton i konsolki z ciekawymi maskami. Sam łuk jest bardzo głęboko profilowany i właśnie najgłębszy z biegnących wzdłuż niego żłobków nadaje mu niezwykłe właściwości akustyczne. Gdy przy ościeżach staną dwie osoby i jedna mówi szeptem „do żłobka”, druga, przystawiając do wgłębienia ucho może wszystko doskonale słyszeć. Przy czym nie usłyszą się mówiąc z takim samym natężeniem wprost do siebie. Nie usłyszy ich rozmowy także trzecia osoba, stojąca w środku, pomiędzy nimi. To naprawdę działa i robi duże wrażenie!
Zasada jest prosta – wyżłobienie w archiwolcie działa jak falowód (czyli po prostu „niemal rura”), uniemożliwiając rozpraszanie fali głosowej.


Fragment północnej pierzei Dolnego Rynku. Kamienica nr 22 - po lewej stronie, widoczna tylko częściowo.

Obrazek Obrazek Obrazek

W domu nr 22 mieszkały godne uwagi osoby. Na początku XVI w. byli to przyrodni bracia burmistrza Jerzego Emericha – Urban i Jakub.
(Jerzy Emerich, syn bogatego kupca i wielokrotnego burmistrza Urbana, w 1464 r., w wieku 42 lat, wdał się w romans z Benigną Horschel – córką innego bogatego mieszczanina, należącego do konkurencyjnej frakcji politycznej, Mikołaja Horschela. Uchylił się jednak od małżeństwa, a grożącą poważnym wyrokiem konfliktową sytuację załagodził pielgrzymką do Ziemi Świętej, której efektem była fundacja Bożego Grobu w Görlitz. Później Jerzy był także wielokrotnie burmistrzem, posiadaczem 4 kamienic w mieście i kilku majątków w okolicy.)
Innym mieszkańcem domu nr 22 był Henryk Pfüger (zm. w 1575 r.), autor zachowanego dziennika.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:51

Dziamdziak
Wysłany: Sob Lut 23, 2008 6:51 pm

Gołębnik w Raspenavie

Raspenava, miasto (od 1965 r.) położone w dolinie Smĕdy, rzadko jest celem turystów. Zwykle tylko przejeżdża się przez nią, podróżując między Frýdlantem a Hejnicami, czy Lázniami Libverda. Widzi się wówczas, że jest tu wiele ciekawych budowli i innych obiektów, które warto by obejrzeć... i najczęściej jedzie się dalej.
Te ciekawe budowle Raspenavy, to przede wszystkim okazały neobarokowy kościół z lat 1906-07, z całym otoczeniem, obejmującym plebanię z barokową bramą, cmentarz bogaty w ciekawe groby i pomniki, mauzoleum rodziny Richterów, kilka ciekawych pałacyków i willi, głównie z końca XIX i pocz. XX w., należących do kilku rodzin fabrykanckich, a także budowle przemysłowe o ciekawej architekturze. Jest tu także pomnik cesarza Józefa II, dwa kamienne krzyże pojednania, a nawet niewielka jaskinia w dawnym kamieniołomie wapieni.
Warto dodać, że Raspenava ma bardzo ciekawą historię związaną z przemysłem. Już w XVI w. działała tu kuźnica (wzmiankowana w 1512 r.), przerabiająca ubogie rudy żelaza z okolic (m.in. z doliny Štolpichu). Po 1621 r. Albrecht Wallenstein, ówczesny pan Frýdlantu, rozbudował ją na główną manufakturę wytwarzającą uzbrojenie dla dowodzonych przez niego wojsk. W XIX w. rozwinął się tu głównie przemysł włókienniczy (przede wszystkim przędzalnie czesankowe rodziny Richterów), ale były tu też kamieniołomy wapienia, huta szkła, papiernie, fabryki porcelany, elektrownia.

Niezwykłą, całkiem wyjątkową budowlą jest gołębnik w formie okrągłej wieży, zwieńczonej szpiczastym, wysokim hełmem. Budowla przypomina wieżę jakiegoś bajkowego zamku, wrażenie to pogłębia fakt, że na części obwodu otacza ją symboliczna, ale wypełniona wodą fosa. Dla Sudetów typowe są raczej gołębniki w formie drewnianego „domku na kurzej nóżce” – na wysokim słupie. Ten wydaje się nawiązywać do gołębników we francuskich zamkach, które przypominały wyglądem baszty obronne, ale to nawiązanie dość luźne. Tu mamy raczej „pałac dla gołębi”.

Obrazek Obrazek Obrazek

Gołębnik znajduje się w prawobrzeżnej części miejscowości, która dawniej stanowiła osobną wieś Luh (niem. Mildenau; wyżej na prawym brzegu leżał Lužec, zaś Raspenava – Raspenau – po lewej stronie Smĕdy). Gołębnik, zbudowany pomiędzy 1875 a 1885 rokiem, stoi na skraju rozległego parku, który otaczał willę Gustawa Richtera, chyba najsławniejszego i najbardziej zasłużonego z rodziny przemysłowców. On też pewnie był inicjatorem jego budowy, choć bliższe szczegóły nie są znane. Obecnie należy do sąsiedniego gospodarstwa przy ul. Hejnickiej 297. W 2001 r. został wpisany na listę zabytków.



Gustaw Richter von Wittig (24 II 1839 – 24 I 1914) był także inicjatorem budowy najważniejszych budowli Raspenavy – neogotyckiego mauzoleum Richterów koło kościoła (1896-96, zbudowane według projektu Franza Neumanna – projektanta ratuszy w Libercu i Frýdlancie oraz dawnej wieży na Pradziadzie) oraz kościoła (1906-07, na miejscu budowli wczesnogotyckiej, według proj. Gustawa Sachersa i Antona Krapfa z Liberca).
Gustav był jednym z pięciorga dzieci Antona Richtera (1805-1877), tkacza, później przedsiębiorcy i założyciela „rodzinnego imperium przemysłowego”. Uczył się w Pradze i Czeskiej Lipie, po zatrudnieniu w firmie ojca podróżował po Europie, odwiedzając najnowocześniejsze przędzalnie. Dzięki zdolnościom technicznym zasadniczo udoskonalił proces technologiczny, jego pomysły stosowano także w innych fabrykach. Był członkiem władz lokalnych i powiatowych, członkiem różnych towarzystw przemysłowych, filantropem. Za zasługi na polu gospodarczym otrzymał od cesarza w 1905 r. order Żelaznej Korony III klasy, a w 1908 r. tytuł szlachecki, zaś jego działalność charytatywną papież Pius X nagrodził w 1906 r. krzyżem komandorskim Orderu św. Grzegorza Wielkiego.

Obrazek

Informacje pochodzą głównie z książki: P. D. Vinklát, D. Filipova, Raspenava mĕsto na Smĕdé, Knihy 555, Liberec 2007; stąd też fot. G. Richtera.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:53

Dziamdziak
Wysłany: Pon Lut 25, 2008 10:25 am

Siekiera na wieży kościoła (Bílý Újezd)

Jadąc uczęszczaną szosą z Náchodu do Rychnova nad Knĕžnou mijamy wieś Bílý Újezd z ładnym kościołem, w którym zwraca uwagę wolnostojąca wieża, służąca jako dzwonnica i brama na przykościelny cmentarz. Przyglądając się wysokiemu, krytemu gontem hełmowi, zauważamy coś dziwnego – tkwiącą w dachu, wbitą w jego powierzchnię dużą siekierę.



Według miejscowego podania, pozostawiono ją na wieczną pamiątkę dramatycznego zdarzenia. Cieśla Jíra przeprowadzał kiedyś remont dachu wieży. Kończył już pokrywać odnowioną konstrukcję gontem, gdy stracił równowagę. Zsuwając się po stromym dachu odruchowo wbił weń siekierę.
Podanie ma wiele wersji. Według tej, którą bardziej lubię, zakończonej happy endem, to uratowało mu życie – utrzymał się na siekierze na tyle długo, ze jego pomocnik Petr zdążył przyjść mu z pomocą, obwiązać go liną i wyciągnąć z pułapki.
Według innej wersji – nie utrzymał się na wbitej siekierze i spadł na ziemię, obok swego synka, który z dołu z dumą obserwował pracę ojca. Oczywiście, zginął.
Różne wersje zmieniają imię cieśli (Jan, Adam), różnie określają też przyczynę upadku – według jednej z wersji, cieśla chciał skończyć pracę i wszedł na wieżę mimo psującej się pogody (zaczął padać deszcz i belki były śliskie), według innej – był straszny upał i cieśla gasił pragnienie piwem, z czym trochę przesadził...
Niezależnie od tego czy i która z wersji odpowiada prawdzie, siekierę pozostawiono w dachu na pamiątkę. Stała się swego rodzaju symbolem miejscowości i przy kolejnych remontach kościoła dba się o to, by nadal była widoczna. Obecna to już chyba tylko kopia tej pierwszej, ale w końcu chodzi o symbol...

Bílý Újezd to jedna ze starszych miejscowości w okolicy. Według niektórych powstała już w XII w. (lub nawet wcześniej), przy drodze handlowej stanowiącej łącznik między tzw. drogą kłodzko-polską a trstenicką. Jej nazwa oznacza włości wytyczone przez urzędowe objechanie granic: czes. újezd, pol. ujazd. Określenie „bílý” nadano podobno po zbudowaniu kościoła o białych ścianach (wcześniej był „veselý”). W 1360 r. wzmiankowana jest tutejsza parafia. Od średniowiecza istniała tu karczma, która stała w miejscu obecnej gospody – motorest „U sekyrky”.

Obrazek

Kościół Przemienienia Pana Jezusa zbudowano w 2. poł. XIII w. (z tego okresu zachowały się mury prezbiterium; sklepienie pochodzi z XVI w.), ale w 1896 r. gruntownie przebudowano w stylu neoromańskim. We wnętrzu znajduje się m.in. ołtarz główny z płaskorzeźbą Franciszka Pacáka z Litomyśla, ucznia Brauna, Przemienienie Pana Jezusa na górze Tabor (1747), w ścianie zewnętrznej można zobaczyć 6 całopostaciowych i heraldycznych nagrobków rycerskich (panowie z Ostrova i Mladotowie; XVI-XVII w.; pierwotnie były umieszczone w posadzce kościoła).
Murowaną dzwonnicę, będącą tu głównym tematem opowiadania, zbudowano w XVI w. Wieńczy ją łamany dach, kryty gontem.

Obrazek Obrazek

Rysunek przedstawiający kościół przed przebudową w 1896 r. oraz wnętrze kościoła z ołtarzem F. Pacáka.

Wykorzystano:
Umĕlecké památky Čech 1 (red. E. Poche), Academia Praha 1977, s. 80.
Průvodce po Čechách Moravĕ Slezsku, sv. 35, Orlické hory, Soukup-David, Praha 2003, s. 122.
Povĕsti z Dobrušska 1, Mĕstské muzeum Dobruška 1998.
Josef Tříška, Povĕsti od kladského pomezí a dvou Orlic, OFTIS Ústí nad Orlcí 1993, s. 64.
Materiały informacyjne z kościoła.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:55

Dziamdziak
Wysłany: Pon Lut 25, 2008 8:40 pm

Głaz Trzech Krzyży (Góry Stołowe, w sąsiedztwie Błędnych Skał)

Nie jest to tak naprawdę obiekt wyjątkowy, choć wiąże się z wyjątkową legendą i może z tego względu i w związku z nieco tajemniczą nazwą, miejsce to „ma swój klimat”. Głaz trzech Krzyży (Dreikreuzstein) jest obiektem i znanym, i nieznanym. Opisuje się go od dawna w przewodnikach (ale zwykle związaną z nim legendę przedstawia się jako jego historię), zaznacza się go też na mapach turystycznych i topograficznych, ale dopiero na ostatnio wydanych poprawnie (np. „dwudziestki piątki” KČT i "Planu"; wcześniej umieszczano go na płn. od środkowej części labiryntu skalnego Błędnych Skał, pomiędzy nim a granicą państwową). Poza tym – Głaz znajduje się poza szlakiem (choć bardzo blisko niego), na terenie parku narodowego i na granicy państwowej – a więc w miejscu do niedawna „podwójnie niedostępnym”. Wielu o nim słyszało, ale znacznie mnie ludzi miało okazję go zobaczyć. Obecnie też na dojście do niego należałoby mieć zgodę dyrekcji Parku Narodowego Gór Stołowych, choć prowadzi doń zaledwie kilkudziesięciometrowa ścieżka od zielonego szlaku z wyjścia z labiryntu do Ostrej Góry. Ze względu na atrakcyjność i wyjątkowość obiektu, aż prosiłoby się o wyznakowanie krótkiego legalnego dojścia.

Obrazek
Obrazek Obrazek

Głaz Trzech Krzyży to niewielki piaskowcowy blok, umiejscowiony dokładnie na zakręcie granicy państwowej (granica biegnąca wzdłuż krawędzi stoliwa pod labiryntem Błędnych Skał tu skręca pod kątem prostym na płn.-wsch. i schodzi stromo, w linii spadku stoku, do Ostrej Góry; punkt wysokościowy 827,5). Na Głazie stoi słupek graniczny III/173; zresztą widać, że przy ustawianiu słupka górna powierzchnia kamienia została nieco ociosana, przy czym uszkodzono stare inskrypcje.

Obrazek

Na dwóch ścianach Głazu są inskrypcje: na północnej „tytułowe” trzy krzyże (pierwszy wyraźny, drugi słabiej widoczny, trzeciego, zachowanego tylko częściowo, trzeba się raczej domyslać) i, poniżej, daty: 1616, 1710, 1728. Każda pisana jest innym krojem cyfr, charakterystycznym dla swoich czasów.
Obok jest słabo widoczna data – chyba 184(cyfra nieczytelna), a dalej jeszcze data 1901 – może to już ryt pamiątkowy jakiegoś turysty.
Na ściance wschodniej mamy uszkodzoną przez ociosanie kamienia datę 1850 (brak górnej części cyfr), niżej 1831 i numer 1. w eliptycznym obramieniu.

O Głazie funkcjonuje taka romantyczna historia:
Poniżej Głazu, na Machovskiej Drodze istniała komora celna, a ścieżkę koło głazu wykorzystywali przemytnicy. Tu jednak często czatowali na nich strażnicy i właśnie dla upamiętnienia faktu pochwycenia w okolicy przemytników na kamieniu wykuwano krzyże i daty.

Prawda jest bardziej prozaiczna. W Górach Stołowych wielokrotnie wyznaczano granice majątkowe (przede wszystkim granice lasów królewskich, obejmujących posiadłości dawnego państewka homolskiego, granice lasów miejskich Radkowa, posiadłości prywatnych), także granicę państwową prusko-austriacką (ale ta powstała dopiero po 1. wojnie śląskiej w 1742 r.). W terenie umieszczano czasem słupki, ale w Górach Stołowych najczęściej wykuwano znaki na łatwo dostępnych skałach i głazach – były to tradycyjnie znaki krzyża. Przy niektórych, najważniejszych znakach umieszczano skrótowe, literowe określenia właścicieli i daty delimitacji (czyli wymierzania i wyznakowania). Od początku XIX w. znaki były numerowane (takim wtórnie dodanym numerem znaku jest „jedynka w elipsie”). Te delimitacje powtarzano wielokrotnie, stąd często po kilka dat w jednym miejscu. Głaz Trzech Krzyży znajduje się w ważnym punkcie, gdzie stykały się trzy granice: dóbr náchodskich w Czechach oraz domen królewskich i dóbr Czermna na ziemi kłodzkiej, a daty oznaczają kolejne delimitacje (wymierzenie i oznakowanie granicy). Ponadto daty widniejące na Głazie powtarzają się przy innych znakach granicznych w Górach Stołowych – potwierdza to, że rzeczywiście w tych latach dokonywano tu delimitacji.
Dowodem na to, że legenda o przemytnikach to tylko legenda jest fakt, że na Głazie są także daty sprzed wojen śląskich. Wówczas, w obrębie monarchii Habsburgów, granica celna miedzy hrabstwem kłodzkim a Czechami nie istniała, nie mieli więc racji bytu także przemytnicy. Potem, na powstałej granicy austriacko-pruskiej przemyt rzeczywiście kwitł, ale na „naszym” Głazie od dawna widniały już krzyże i daty...

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:56

samjozo
Wysłany: Czw Lut 28, 2008 2:30 pm

kiedyś na niebieskim szlaku z Horni Udoli na Pricny vrch (975m) widziałem takie ruiny

Obrazek

Podobno to ruiny kaplicy Św.Anny.
Może ktoś ma więcej informacji na ten temat?
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:56

Mrozen
Wysłany: Sob Mar 01, 2008 10:25 am

Dzieje tego miejsca pielgrzymkowego opisane są w książce „Zlato a železo. Dějiny Horniho Údoli, Dolniho Údoli a Ondřejovic” Sotiris Joanidis. Są tam też stare ilustracje, na których widać cały szereg kaplic nad Hornim Údolim.

Obrazek

Historia tego miejsca jest troszkę zagmatwana (jak będę miał chwilę czasu to coś przetłumaczę, napiszę więcej i dodam następne obrazki). Jak można dowiedzieć się z podpisu, dach zawalił się dopiero w 1996 roku.
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 10:57

Dziamdziak
Wysłany: Czw Mar 06, 2008 11:46 am

Płyta przy moście w Grabarach (Jelenia Góra)

Na prawobrzeżnym przyczółku mostu na Bobrze w Grabarach (obecnie część Jeleniej Góry, ul. Wincentego Pola) w ścianę oporową, od strony górnej wody, wmurowana jest płyta z mocno zatartą płaskorzeźbą postaci ludzkiej. Nie ma żadnych napisów, nie da się odczytać rysów twarzy. Na podstawie proporcji postaci można tylko sądzić, że jest to wizerunek małego dziecka.
Według tradycji płyta upamiętnia niezwykłe wydarzenie - graniczące z cudem uratowanie niemowlęcia, porwanego przez wezbraną rzekę wraz z kołyską podczas powodzi 2 VI 1698 r. (ta powódź jest faktem historycznym).
Nie wiemy, ile jest prawdy w tej opowieści, ale podanie opisuje zdarzenie dość szczegółowo:
Pewna kobieta, mieszkanka Grabar, młodo owdowiała. Wkrótce po śmierci męża urodziła synka, którego bardzo kochała. Pewnego razu prała bieliznę nad rzeką, a kołyska z dzieckiem leżała obok. Zmęczona kobieta zasnęła i nie zauważyła, że rzeka gwałtownie przybiera. Gdy obudziły ją fale, zalewające jej stopy, kołyska unosiła się już na wodzie. Nie umiejąca pływać matka próbowała ratować dziecko, ale bez skutku - sama omal nie utonęła. Kołyska odpływała, wydawało się, że dla synka nie ma już ratunku. Matka padła na kolana i zaczęła się modlić. Wówczas pojawiła się duża fala, która wyrzuciła kołyskę na brzeg, nie czyniąc żadnej szkody dziecku. Wkrótce znaleźli ją nadbiegający z pobliskich domów ludzie. Dziecko cały czas spokojnie spało.
Radość z tego wydarzenia wynagrodziła ludziom w pewnym stopniu straty, jakie ponieśli podczas powodzi. Matka, wypełniając przyrzeczenie, ufundowała ołtarzyk dziękczynny w miejscowym kościele i poleciła wykuć w kamieniu podobiznę dziecka i umieścić ją koło miejsca cudownego ocalenia.

(Podanie znajduje się w zbiorze: Ivo ŁAborewicz, Legendy i podania Jaleniej Góry, Towarzystwo Przyjaciół Jeleniej Góry 2002, s. 33-34.)

Obrazek Obrazek

Po przeciwnej stronie ulicy (od strony dolnej wody) w tej samej ścianie znajduje sie kilka znaków, upamiętniających stan wody podczas różnych powodzi. Są dość słabo widoczne z mostu, ale należy przestrzec przed próbami podchodzenia do nich - nad nimi znajduje sie porośnięta krzewami, osuwająca się skarpa.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Ciekawostki różne, różniste...

Postautor: Ivo » 13 sty 2014, 11:00

Dziamdziak
Wysłany: Wto Mar 11, 2008 9:53 pm

Tajemniczy nagrobek w Stolcu

Katolicki kościół św. Jana Nepomucena w Stolcu zbudował w latach 1909-11 jako prywatną świątynię właściciel wsi, hrabia Feliks Chamaré-Harbuval. Wcześniej ta katolicka rodzina korzystała z kaplicy w pałacu, bowiem średniowieczny kościół należał do ewangelików (jest to zresztą jeden z niewielu przykładów, kiedy z dwóch kościołów we wsi katolicki jest tym młodszym). Kościół wzniesiono w stylu neogotyckim (na początku XX w. miało to znamiona "powrotu do tradycji") i wyposażono jednolitymi stylowo, wartościowymi drewnianymi sprzętami (wykonał je Alojzy Schmidt z Lądka Zdroju).
Do tego wystroju nie pasuje największa ciekawostka - tajemnicza rzeźba, która najpewniej jest pośmiertnym pomnikiem dziecka. Stoi ona w południowym ramieniu transeptu. Jest to niepozorna, pozbawiona zdobień drewniana skrzynka, przykryta szybą. Pod szkłem znajduje się biała, marmurowa (?) pełnoplastyczna rzeźba, przedstawiająca śpiące małe dziecko, przykryte lekką tkaniną. Na piersi dziecka wyrzeźbiono kąsającego je owada (pszczołę?). Nawiasem mówiąc - owad gryzie dziecko żwaczkami, a nie żądłem na odwłoku. Styl rzeźby wskazuje na XIX w. (może pocz. XX w.), zatem mogłaby pochodzić jeszcze z kaplicy pałacowej i mogłaby być związana z poprzednimi właścicielami Stolca, Schlabrendorfami (ostatnim męskim właścicielem wsi z tej rodziny był zmarły w 1858 r. Konstanty; jego córka Teresa /zm. między 1894 a 1897 r./ wyszła za hrabiego Antoniego Chamaré-Harbuval, posiadacza Chałupek; po niej odziedziczył wieś ich syn Feliks, budowniczy kościoła /zm. 1936 r./). Na pewno rzeźba nie powstała wraz z pozostałym wyposażeniem kościoła w 1911 r.

Na pomniku dziecka (to raczej epitafium, niż nagrobek, choć nawet tego nie możemy być pewni) nie ma żadnego napisu; nikt go po wojnie nie otwierał i nie badał. Skazani jesteśmy na krążące wśród mieszkańców opowieści - zresztą narzucające się każdemu, kto ogląda tę rzeźbę: ma to być dziecko hrabiego Chamaré-Harbuval, które we śnie użądliła pszczoła (ponieważ istniała tu sławna kolonia rzadkiej obrostki murówki, to oczywiście ona jest "główną oskarżoną", ale bez dowodów...). Dziecko, uczulone na jad, zmarło.
Jednak nie zachowały się żadne informacje historyczne o takim zdarzeniu, ani odnośnie rodziny Chamaré-Harbuval, ani o Schlabrendorfach.

A tajemniczy pomnik prowokuje do spekulacji...

Obrazek
Kościół św. Jana Nepomucena w Stolcu; widok od południa.

Obrazek
Chrzcielnica (z 1911 r.) i skrzynka z rzeźbą dziecka.

Obrazek
Rzeźba śpiącego dziecka.

Obrazek
Zbliżenie owada na piersi dziecka.

_________________
SKPS - z nami w Sudety
http://www.skps.wroclaw.pl/
http://www.rebusy-sudety.cba.pl/
Ivo
 
Posty: 1390
Rejestracja: 12 paź 2011, 19:49

Następna

Wróć do Sudety ogólnie i przekrojowo

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość